Nasze dzieci


  • KUBUŚ - nasz mały wojownik.
    Jakub przyszedł na świat 21.08.2014, wydawało sie ze zdrowy chłopak z niego. Nasze szczęścia jednak trwało krótko. Wizyta szczepienna - to był początek drogi do piekła. Usłyszelismy ze pani doktor nie zaszczepi Kubusia ze wzglądu na dużą wiotkość i mamy szybko udac sie do neurologa. Już następnego dnia wylądowalismy w klinice, gdzie na kartkach papieru przeczytałam : " RDZENIOWY ZANIK MIĘŚNI (SMA1)". Jeszcze wtedy łudziłam się, że to pewnie nic poważego, wyjdzie z tego, że to nie może być prawda! Jednak prawdy nie dało się uniknąć, po miesiącu przyszły badania genetyczne potwierdzające podejrzenia lekarzy. Świat runął! Wszystko straciło sens, nic nie było tak ważne jak ZDROWIE!
    Trzeba było zyć dalej, choć zupełnie się nie chciało. Pierwsza mysl która przyszła nam do głowy po usłyszeniu diagnozy to taka, że nie będzie chodził, ale ta choroba jest znacznie trudniejsza! Potwór odbiera naszemu synowi KAZDY mięsień co uniemożliwia poruszanie się, jedzenie, a nawet oddychanie! Z modlitwą nie rozstawaliśmy się ani na krok. Póki co nie ma leku na rdzeniowy zanik mięśni, jedyną pomoca jest INTENSYWNA rehabilitacja( choć według najnowszych doniesień, jest już za rogiem!. )
    Zaczeliśmy się godzić z chorobą, na całe szczęście potwór(SMA) nie odbiera inteligencji, uśmiechu i radości bijącej prosto z jego maleńkich oczu..
    Zdawać by się mogło, że nie może być już gorzej, trudniej.. A jednak.
    Przyszła INFEKCJA. Kubuś tracił oddech, został zaintubowany, było ciężko. Dzieci z SMA nie potrafią kaszleć, każda infekcja to ryzyko ŚMIERCI. Na szczęście infekcja się leczyła, było lepiej wiec lekarze postanowili extubowac Jakuba i założyć nieinwazyjną wentylacje(maseczkę).. To był błąd. Kubuś okropnie się męczył, ale walczył, potem jego serduszko staneło. Doszło do USZKODZENIA MÓZGU. Od tego momentu radosnego, śmiejącego się i bystrego Kubusia NIE MA. Odebrano nam WSZYSTKO, ostatnie nadzieje..
    Mimo fatalnej sytuacji, wierzymy i walczymy! Wierzymy w miłosierdzie Boga.. Jesteśmy winni Kubusiowi naszą opiekę i walkę ponieważ to dzięki naszemu synowi cała nasza rodzina się nawróciła i zmieniła. To Bóg zesłał nam go aby dać szanse na zmianę naszego pustego życia. Chwała Panu!

  • Szczęść Boże!
    Jestem wujkiem Hani. Choć na pierwszy rzut oka tego nie widać, niespełna dwu letnia Hania walczy ze złośliwym nowotworem oczka - siatkówczakiem. Zajął on prawe oczko, lekarze w Polsce wyczerpali już wszystkie możliwości i proponują usunięcie oczka aby ratować Hanię przed sporym ryzykiem przerzutów, które mogą zagrażać jej życiu. 
    Możliwa jest terapia w USA, jednak jest ona niezwykle kosztowna. Rodzice nie mają pieniędzy i mogą jedynie liczyć na wsparcie ludzi dobrej woli, ale czasu jest bardzo niewiele.
    Z całą pewnością modlitwy potrzebuje Hania, ale też jej rodzice, którzy sami borykają się z wieloma trudnościami, również natury duchowej.
    Z Panem Bogiem!
    Tomek Kuczaj
  •  
     

     
    Jestem usmiechnieta Oliwia mam dopiero 4,5 latka, choruje na porażenie mózgowe czterokonczynowe, niedoczynność tarczycy,epilepsje i nadciśnienie płucne. 
    Proszę o modlitwę w intencji zdrowia mojej coreczki, zeby operacja sie udala i nastal cud
       

 

 


 

Dominik po jednym z zabiegów.

 

Jesteśmy rodzicami trojga dzieci. Maja ma 10 lat, Jagódka 5 lat oraz Dominik 2 latka. Dominik jest naszym czwartym dzieckiem gdyż jedno z naszych dzieci nie dożyło narodzin.

Do tej pory uważaliśmy, że nasze zdrowe dzieci Maja i Jagódka to rzecz normalna. I przyznam szczerze chyba nigdy po ich narodzinach nie dziękowałem Bogu że są zdrowe. We wrześniu 7, 2012 roku przyszedł na świat nasz syn. Już podczas ciąży były komplikacje. Jeden z lekarzy nawet sugerował aby zdecydować się na aborcję gdyż dziecko na pewno będzie chore na zespół Downa.

Zaczęliśmy się modlić oto aby syn urodził się zdrowy. Z uwagi na to, że należymy do Domowego Kościoła wraz z nami modliło się wiele osób. I tak 7 września na świat przyszedł Dominik. Imię średnio mnie się podobało ale ze względu na mojego ukochanego świętego Dominika Savio syn otrzymał właśnie to imię. Całkowicie poleciliśmy go Bogu przez  ręce Dominka Savio.

Okazało się,  że syn nie ma zdrowego oczka. A w miejscu oczka ma guza. Zaczęły się wyjazdy do szpitali. Po tych 2 latach przeszedł 11 zabiegów polegających na odbarczaniu guza. Prognozowana choroba zespół Downa został prawie całkowicie wykluczony ponieważ nie miał typowych cech. Dominik rozwija się nad wyraz znakomicie. Jako pierwsze z naszych dzieci najszybciej zaczął chodzić i mówić. Lekarze są zdumieni jego inteligencją i rozwojem ruchowym. We wrześniu planowana była operacja usunięcia oczka. Do tej pory zostało odprawionych kilkadziesiąt mszy świętych w intencji Dominika. Operacja została przełożona ze względu na to że guz znowu urósł i nie można było usunąć oka w takim stanie. Poraz kolejny doszło do zabiegu odbarczenia guza. Po tej narkozie Dominik jak nigdy osłab, trudno opisać jaki to był straszny widok kiedy syn nie miał siły otworzyć zdrowego oczko.

Trwało to trzy dni. Po konsultacji z naszym pediatrą zrobiliśmy badania okazalo się, że Dominik mógł umrzeć przy następnej operacji, a taka była planowana już po 7 dniach od ostatniej!!!  Obecnie minęło już dwa miesiące i leczymy go aby  wzmocnić jego organizm.  Muszę dodać, że to Opatrzność Boża doprowadziła do tego, że Dominik zaraz po ostatnim zabiegu się rozchorował w przeciwnym wypadku najprawdopodobniej pojechalibyśmy na operacje usunięcia oczka co mogłoby doprowadzić do jego śmierci. 

Obecnie okazało się że oczko to nie jedyny problem ze zdrowiem Dominika. Są podejrzenia, że jest chory na mukopolisacharydozę. To choroba wyniszczające organy wewnętrzne. Badania z moczu to potwierdziły ale czekamy na wyniki z krwi które mamy nadzieję, że wykluczą tę chorobę. O co się modlą znajomi i my.

Należy dodać, że za przyczyną Dominka dokonało się wiele cudów w naszym domu. Ta jego choroba przyczyniła się do wielu wspaniałych chwil. Podczas rekolekcji z siostrą Margerithą nasz syn miał spoczynek w Duchu Świętym co utwierdziło nas w przekonaniu, ze Dominik to dar od Boga to przez niego Bóg pokazał nam jak bardzo nas kocha.  Dzięki chrobie syna częściej bywamy na mszy świętej i częściej się modlimy. Doswiadczamy siły modlitwy we wspólnocie. To Dominik przyczynił się do powstania akcji szturmujemy niebo.

Tata Tomek Mikołajczyk

Chwała Panu


Szczęść Boże!

Jesteśmy rodzicami niespełna 3 letniego synka,który choruje na jaskrę wrodzoną obuoczną, chorobę zbyt późno rozpoznaną, a przez to o bardzo ciężkim przebiegu.Walka z tą chorobą trwa od dwóch lat. To czas dla nas trudny, ale jednocześnie głębokiej modlitwy i wiary, że Pan Bóg go uzdrowi wbrew temu co mówią lekarze. Synek jest po 6 operacjach, a każda kolejna to nadzieja dla nas, że to ostatnia.Jest teraz na etapie nauki chodzenia w okularach, bardzo często je zdejmuje i rzuca gdzie popadnie. Zwykle kiedy go pytamy gdzie położył okularki odpowiada "andol" (czyli żyrandol). Ma poczucie humoru i lubi żartować.Pewnego dnia jednak, kiedy zapytaliśmy gdzie są okularki, odpowiedział z powagą wskazując palcem na figurkę Matki Bożej Gidelskiej wiszącą nad naszym łóżkiem i powiedział "bozi". Wprawiło nas to w osłupienie. Dał nam do zrozumienia, że powinniśmy jego chorobę oddać Matce Bożej.

Niedawno mąż zamówił mszę świętą o uzdrowienie u Maryii na Jasnej Górze na 12 listopada. Pan Bóg tak to poukładał, że tego dnia nasza najstarsza córka pojechała z klasą do Częstochowy i tam mieli mszę za siebie,a przy okazji nasza ukochana siostra zakonna (która otoczyła swoja modlitwą naszego synka od momentu jego chrztu)zamówiła msze za naszego szkraba.Tak więc tego dnia odbyły sie za niego dwie msze.Tego samego dnia pojechali do Gidle,do Matki Bożej od chorób oczu,gdzie córka modliła się o zdrowie dla braciszka. Mąż w tym samym czasie był na rekolekcjach u ojca Bashobory, modlił się o uzdrowienie dla synka i przyjął komunię w tej intencji. Wieczorem ja, rodzice i przyjaciele pojechaliśmy na mszę o uzdrowienie, która prowadził również o.Bashobora. Oczywiście wszyscy modliliśmy się w jednej intencji. A jeszcze wcześniej w ciągu dnia na facebook-u pojawiła się wiadomość, że pewna pani jedzie na mszę o uzdrowienie do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i zawiezie wszystkie intencje, tak więc szybko dołączyłam naszą. Tego dnia odbył się prawdziwy "szturm do nieba" za nasze maleństwo.I chociaż jeszcze nie byliśmy u lekarza to cała ta sytuacja dodała nam bardzo silnej wiary i skrzydeł, że Pan Bóg i Najświętsza Panienka nas wysłuchali i nie są obojętni na nasze błagania.

Bardzo ważne jest dla nas to, że mnóstwo ludzi otacza synka modlitwą, a także liczne msze św. w jego intencji.

Nigdy nie wolno nam się poddawać,chociaż często jest to bardzo trudne, bo jesteśmy tylko ludzmi, ale z Panem żaden krzyż nie jest ciężki.

Dziękujemy Ci Panie za otrzymane łaski a szczególnie za łaskę wiary.

Chwała Panu!!!

 

Nazywam się Magdalena Pliszka i mój 17 miesięczny synek ma raka oka. Moje serce jest jednak spokojne, bo życie Radusia powierzyłam Bogu, a On mimo tego wszystkiego nie pozwala go skrzywdzić.
 
Mojego męża poznałam 16 czerwca 2002 roku i od razu wiedziałam, że to jest osobą z którą chcę spędzić całe moje życie. Sakrament małżeństwa przyjęliśmy 19 czerwca 2010r. i dopiero po 3 latach, bo 16 czerwca 2014r. na świat przyszedł nasz wyczekany, wymodlony synek Radek.
 
Kiedy Raduś miał niespełna 5 miesięcy wykryto u niego nowotwór złośliwy oka. To spadło na nas jak grom, kilka dni wcześniej umarła mama mojego męża, kilka miesięcy wcześniej w wypadku zginął wujek Radusia  i teraz słyszymy, że nasz synek umiera. Nie było czasu na rozmyślanie, na rozpaczanie, już następnego dnia rozpoczęliśmy walkę o jego życie i zdrowie. Raduś nie miał nawet 5 miesięcy i przyjmował chemioterapię. Przez pierwszy miesiąc choroby nie potrafiłam skupić się na modlitwie, moje matczyne serce było zatroskane. Dopiero w Boże Narodzenie zaczęłam szukać na Internecie jakiejś modlitwy o uzdrowienie, trafiam na Nowennę Pompejańską, którą zaczęłam wraz z moją mamą odmawiać 1 stycznia 2014r. Przeczytałam również informację, że kiedy zaczyna odmawiać się nowennę początkowo coś się nie układa, dopiero później modlitwy zostają wysłuchane. 8 stycznia podczas podawania chemii u mojego synka chemia wynaczyniła się i trafiła do tkanek miękkich. Podjęto szybką decyzję o założeniu dojścia centralnego, a stan jego rączki był wielką niewiadomą – groziła mu zakrzepica, martwica. Dotarło do mnie, że to pewnie przez „tą” nowennę. Modliłyśmy się jednak dalej, ufałyśmy, że tak miało być. Serce matki bardzo boli widząc blizny po założeniu dojścia na ciele malutkiego dziecka, teraz wiem, że dzięki temu oszczędziliśmy mu żyły i dla Radusia to było lepsze. W między czasie nasz zaprzyjaźniony ksiądz z parafii postanowił również coś zrobić i dla Radzia i dla innych osób chorych na nowotwory. Raz w miesiącu odprawia nabożeństwo z indywidualnym błogosławieństwem. To dzięki mojemu synkowi tak wielu ludzi nauczyło się powierzać swoją chorobę Panu Jezusowi.
Obecnie Raduś jest już ponad 8 miesięcy po zakończonej chemioterapii, a ja jestem w trakcie 3-go odmawiania Nowenny Pompejańskiej. Ciągle błagam Matkę Przenajświętszą o uzdrowienia naszego synka. Modląc się o uzdrowienia kiedyś oczekiwałam, że guz zniknie z oka, że nigdy już nie będą mu grozić wznowy, nowe ogniska, inne nowotwory. Lekarze nasz przypadek oceniają jako bardzo dobry i rzadko spotykany w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Tak długo jesteśmy bez wznowy, drugie oczko jest czyste. Ja wiem, że jest to zasługa Pana Jezusa, który ulitował się nad nami, wysłuchał nas, otoczył opieką naszego synka.
W moim mieście raz na 3 miesiące organizowaną są Wieczory Uwielbienia. Odkąd słyszałam o takim nabożeństwie starałam się w nim uczestniczyć. Dopiero w październiku 2014r. wraz z mężem mogliśmy w całości uczestniczyć na XXVI wieczorze. Modliliśmy się o uzdrowienia naszego synka. Nie usłyszeliśmy żadnego głosu, żadnych słów skierowanych do nas. Kiedy Kapłan zaczął chodzić przez kościół z Najświętszym Sakramentem jako nieliczni klęczeliśmy, trzymałam przy serce zdjęcie Radusia. Powiedziałam do Pana – Panie Jezu to jest niemożliwe, że mnie nie zauważysz, nie zauważysz mojego bólu, nie przytulisz mnie i nie zaopiekujesz się moim synkiem. Kiedy Kapłan powoli się zbliżał, moje serce jeszcze nigdy tak mocno nie uderzało, czułam się bardzo dziwnie, czułam spokój i opiekę nade mną. Wiedziałam, że to Jezus idzie. Nagle ludzie zaczęli się odsuwać i nad Nami stanął Pan. Przytulał nas. Czułam się bezpiecznie, nie potrafiłam przestać płakać. Byłam jak ta kobieta, która chciała dotknąć choć szaty Pana Jezusa.
 
Wiem, że nad moim synkiem czuwa Pan. Wystawił nas na ogromną próbę, ale dzięki niej jesteśmy bliżej Niego. Co chwilę pokazuje nam, że jest blisko nas i nas nie opuszcza. Wciąż daje nam znaki.
Pewnego dnia dostaliśmy dziwnego maila, od obcej kobiety, która napisała, że w Dniu Zesłania Ducha Świętego modliła się o Radusia, na tej samej mszy wylosowała słowa Psalmu skierowane konkretnie do niej – „Pan przywraca wzrok niewidomym”… teraz Wiola jest moją opiekunką duchową, moim wzmocnieniem wiary, czasami tłumaczem Boga.
W rok po wykryciu choroby nowotworowej została odprawiona dziękczynna msza święta za naszego synka. W Ewangelii Pan Jezus powiedział „Wstań! Twoja wiara Cię uzdrowiła”.
 
Modlitwa jest dla nas ucieczką, uzależnieniem. Jezus już chyba bardziej oczywiście nie może nam powiedzieć, że opiekuje się naszą rodziną. Ja wiem, że nie pozwoli skrzywdzić naszego synka. Codziennie z Radusiem przed snem mówimy 2 słowa modlitwy, które Raduś wypowiada z radością „Daj zdrowia”
 
Chwała Panu

 Imi po narodzinach

 
IMMANUELEK – CUD ŻYCIA
Źle się żyje na świecie, kiedy nie ma się nadziei, zaufania i wiary w Boga. Immanuel był dzieckiem skazanym na aborcję w 20 tygodniu ciąży. Profesor i ginekolodzy orzekli, że nie ma mózgu, że jest dziura w sercu, że to warzywo, z ogromnym wodogłowiem, które nawet nie przeżyje porodu. Pozostała modlitwa i wołanie do Boga. 
O aborcji nie było mowy, to bijące maleńkie serduszko poruszało uczucia i wywoływało łzy. Immuś urodził się jako wcześniaczek z wielką główką, ale z 1 cm mózgu, bez dziury w sercu, bardzo ruchliwy, śliczny chłopczyk z wielkimi niebieskimi oczkami. Z godziny na godzinę woda w główce gromadziła się i wysadzała oczka z oczodołów, dlatego od razu zrobiono mu operację wstawienia zastawki oponowo otrzewnej. Oczka wróciły do normy, ale były niewidzące.
 
Immanuelek nie wydawał też głosu; nie płakał, tylko pojękiwał żałośnie. Lekarze nie dawali szans na przeżycie jednego miesiąca. Pojawiła się padaczka, niedokrwistość, refluks, alergia i niedowład kończyn. Neurochirurdzy, neurolog, okulista - wszyscy rozkładali ręce. Mózg nie wysyłał impulsów, był za maleńki. Ukochany Bóg dał  jednak Immusiowi wolę życia i walki o nie. Nie było chwili abyśmy się nie modliły, obie bez mężczyzn, bo obie samotne, modliłyśmy się o uzdrowienie Immanuelka. Jeśli Pan Jezus uzdrawiał dawniej, a przecież Bóg się nie zmienia, uwierzyłyśmy, że Pan Bóg uzdrowi także Immusia.
 
Pierwszy rok życia Immiego był dramatyczny, ciągłe ataki padaczki, bezwładne ciałko, reanimacja, powrót do życia...i tak co miesiąc. Pojawił się jednak następny centymetr mózgu. Wierzę, że Bóg uzdrawia, wiara i zaufanie w działanie Pana Jezusa jest cały czas gorące, świeże. Przy takim chorym, leżącym dziecku nie sposób nie modlić się i  nie dziękować ukochanemu Stwórcy za każdy przeżyty dzień z Immusiem. Drugi rok życia z nadzieją w moc Boga i rehabilitację ciałka, aby utrzymywało wielką główkę. Logopeda, terapia światłem i dźwiękami, wszystko co możliwe dla dobra dziecka. Było coraz lepiej, a Immi przepraszał, że żyje - był pogodnym ślicznym chłopczykiem.
 
We wrześniu 2014 roku, kiedy leżałam z Immanuelkiem w szpitalu po kolejnym ataku padaczki, lekarze stwierdzili, że mały widzi. O Boże, zaczął widzieć, obserwować, rozróżniać osoby, ciekawy świata wokół. Immanuel ma teraz 2,5 roku, gdy odzyskał wzrok, stał się też kontaktowy, wyciąga rączki, bawi się zabaweczkami, zaczyna gugać i rozmawiać po swojemu, wydaje dźwięki. Rehabilitantka jest zadowolona, bo zaczyna także podnosić główkę, choć jeszcze z ogromnym wysiłkiem. Zniknęła też alergia, refluks, nie musi jeść już specjalnego mleka Nutramigen, ale je Bebiko z kaszą manną, ma apetyt na zupki i banany. Uwielbia bawić się z kotem i reaguje na ulubione piosenki.
 
Kochani, najłatwiej byłoby zrobić aborcję i nie mieć problemu z takim dzieckiem, ale chore dziecko Bóg leczy, a przez nie leczy nas samych. Uczy miłości, empatii, opieki 24 godz. w ciągu dnia. Takie dziecko jak Immuś, jest cudem Bożym. Patrząc na niego, wierzy się Bogu, że żadna choroba nie jest straszna, że dla Pana Boga żadne problemy nie są tak wielkie jak nam się wydaje. Wierzę, że Immi jeszcze będzie siedział, chodził, biegał, śmiał się i pięknie rozmawiał. Ufam, że Pan Jezus to uczyni. 
Jak nie kochać Boga, który bardziej kocha nienarodzone dzieci i daje nam nawet te chore, aby czegoś nas nauczyć, a przy tym nas wspierać. 
Ela, babcia Immanuelka

 

Nasze dzieci

List

List 2

Błogosławieństwo

św. Michale Archaniele broń nas

Święty Michale Archaniele, broń nas w walce. Przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź nam obro­ną. Niech go Bóg pogromić raczy, pokornie o to prosimy; a Ty, Książę wojska niebieskiego, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz krążą po świecie, mocą Bożą strąć do piekła. Amen.